W lepszym świecie”, czyli w jakim? Duńska reżyserka Suzanne Bier zabiera nas do dwóch miejsc jednocześnie. Z jednej strony, poznajemy dwie „pokrzywione” rodziny, które żyją gdzieś w Danii. Ale wraz z Antonem, ojcem Eliasa odwiedzamy Sudan. Mężczyzna pracuje tam jako lekarz. Ale wróćmy do Europy. Po śmierci matki, Christian przeprowadza się wraz z ojcem do duńskiej posiadłości swojej babki. Trafia do nowej szkoły i właśnie tam zaprzyjaźnia się z Eliasem. Rodzina chłopaka też nie należy do perfekcyjnych. Ojciec i matka nastolatka zamierzają się rozwieść… W nowej szkole Christian szybko znajduje sposób aby zastraszyć parszywego typa, który szczególnie dokucza Eliasowi. W świecie tych z pozoru poukładanych „chłoptasiów” pojawia się fascynacja przemocą. Zaczyna się niewinnie, ale stopniowo od kuchennego noża przechodzimy do domowej receptury na bombę. Na Czarnym Lądzie, gdzie pracuje Anton, bezprawie i barbarzyństwo zdarzają się niemal codziennie. Otrzymujemy zestawienie tych dwóch światów – pod wieloma względami różnych, a w kwestiach najistotniejszych – tak bardzo podobnych. Niektórzy mogą zarzucić Suzanne Bier pretensjonalny ton, bo rzeczywiście momentami reżyserka bawi się w moralizatorkę. Niemniej jednak, warstwa dialogowa, muzyka, zdjęcia są rewelacyjnie „inne”. To taki przykład kina, które chociaż nie jest thrillerem, to trzyma w napięciu z zapartym tchem. Inne spojrzenie na przemoc, samotność, niezrozumienie. Okazuje się, że aby znaleźć się w „W lepszym świecie” trzeba najpierw doświadczyć ciemnego piekła.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
"W lepszym świecie" czyli w Danii
poniedziałek, 6 czerwca 2011
Grecki „Kieł” kłuje

10 czerwca do kin trafi „Kieł”. Dystrybucję zapewnia agencja Against Gravity, która współorganizuje również Planete Doc Film Festival. Kłujący tytuł nie kłamie, ten grecki obraz to cios prosto w duszę. Przynajmniej w moją. Ubóstwiam takie klimaty, trochę jakby schizofreniczne, odrealnione, skandynawsko chłodne.
Rodzina żyje na odludziu. Trójka dorosłych dzieci, dwie siostry i brat, nigdy nie opuszczała swojego domu. Ale to nie wszystko. Rodzice wpajają pociechom tezy jakoby koty były potworami napadającymi na ludzi, a „żywe trupy” były żółtymi kwiatkami. Rodzeństwo rywalizuje ze sobą o naklejki- nagrody za punkty, które zdobywają za osiągnięcia – np. przepłynięcie basenu na czas czy odnalezienie drogi do matki z zamkniętymi oczyma. Jedyną osobą z zewnątrz jest Christina, pracownica fabryki ojca. Co pewien czas, kobieta odwiedza odludzie, aby zaspokajać seksualne potrzeby najstarszego syna. I to właśnie Christina pewnego dnia przekaże jednej z córek kasety video. Co w tym dziwnego? Otóż matka i ojciec ograniczają swoim dzieciom kontakt ze światem do ekstremum. Nie mają telewizji, Internetu, nie wiedzą do czego służy telefon. Nawet tańczą w dziwny, specyficzny dla siebie sposób. Tę aurę paranoi czuje się w dialogach i sposobie kadrowania. Oglądając film czułam się nieswojo. Z jednej stronie, mam pretensje do reżysera, że pokazał tragedię homo sapiens, która nie może się zdarzyć, nie może, po prostu nie! Podświadomie wiem, że podobne sytuacje alienacji i więzienia bezbronnych ludzi miały miejsce. Wielką Tajemnicą „Kła” jest koniec – tak niejednoznaczny i zagadkowy, że aż piękny. Od dawna nie widziałam tak poruszającego obrazu, który irytuje mnie, intryguje, wzrusza – targa emocjami.
środa, 1 czerwca 2011
Wieści z Planete Doc Film Festiwal
Okazało się, że Mistrz Dokumentu ponownie mnie uhonorował. Dlatego, prezentuję poniżej moją recenzję filmu "OTO MOJE ZDJĘCIE GDY BYŁEM MARTWY" Mahmouda al Massada.
A tutaj jeszcze link, niech moja "megalomania" sięgnie szczytu :)
http://planetedocff.pl/index.php?page=news&i=870
„Dokąd mnie zabierzesz” tym razem? „Minął dzień”, miesiąc, rok, upłynęły lata i przybyłeś nad Wisłę po raz ósmy. Festiwalowy Mistrzu Filmów Dokumentalnych, nawołujesz - „Sprawdź czy rozumiesz świat i czy świat rozumie ciebie”. Łatwo powiedzieć, ale jak dostrzec diament pośród 160 pereł ? „Życie jest cenne”, zwłaszcza „Po zachodzie” słońca, niekoniecznie „Nad morzem”. Zgadza się, a jednak w kinie dokumentalnym również zdarzają się „Zwycięzcy i zwyciężeni”…? Nie usłyszałam odpowiedzi, bo podszedł on i przemówił: „Oto moje zdjęcie gdy byłem martwy”. Wtedy mroczne niebo nad Gazą zalało się blaskiem. Światło fajerwerków mieszało się z iluminacjami ładunków wybuchowych. Na domiar złego, w tle pobrzmiewała świąteczna melodyjka. – Bliskowschodni zawrót głowy - pomyślałam. Jednak Planete Doc Film Festiwal nigdy mnie nie zawiódł i wiedziałam, że po kilku minutach zobaczę zwyczajnych niezwyczajnych. Zaczęło się od tego, że w 1983 roku, na skrzyżowaniu w Atenach zamaskowani izraelscy zamachowcy ostrzelali samochód Mamouna Mraisha. Po wstępnych oględzinach, za zmarłego uznano także syna bojownika Organizacji Wyzwolenia Palestyny. Po kilku godzinach stał się cud, okazało się, że czterolatek żyje… Takim sposobem, ponad 20 lat po tragicznym ataku, Bashir Mraish prześwietla przeszłość swojego ojca i zagubionego narodu. W jakim celu odkrywa on te dziewicze szlaki? Poniekąd, mężczyzna pragnie uchwycić nieznany mu dotąd, sens konfliktu izraelsko-palestyńskiego, aby zweryfikować własną ideologię. 32-latek mieszka w Ammanie, stolicy Jordanii, kraju, gdzie ponad jedna trzecia populacji to palestyńscy uchodźcy. Z jednej strony, młode pokolenie ukierunkowuje się na uśpienie palestyńskiego rodowodu, istnieją jednak tacy, którzy na obcej ziemi wyrastają w nienawiści i z chęcią zemsty wkraczają w dorosłość. A jaki jest Bashir? Ojciec nie rozstawał się z karabinem, a syn dzierży w ręce ołówek. Mężczyzna jest rysownikiem i to właśnie jego ilustracje stanowią dodatkowy komentarz , oprócz archiwalnych taśm, zdjęć i rozmów. Niezobowiązująca forma dokumentalnego eseju, który kreśli Mahmoud al Massad daje pole do osobistych spostrzeżeń przyjaciół Mamouna Mraisha, którzy twierdzą, że zamach był odwetem za akcje, jakie bojownik organizował dla Ruchu Wyzwolenia Palestyny. Historia tej jednej familii służy jako wentyl do szerszego bliskowschodniego kanału. Walka Palestyńczyków o samostanowienie rozdrobniła się na krwawe partyjniactwo. Działalność Mamouna Mraisha krytykuje przede wszystkim jego żona.32-latek nadal mieszka z matką. Ona namawia go na wyprowadzkę i założenie rodziny. Kobieta przyznaje, że wyzwoleńcze zabiegi były dla męża istotniejsze niż dom.
W kadrze, od czasu do czasu pojawia się lekarz rysownika. Bowiem u Bashira zdiagnozowano czerniak. Czyżby rak skóry stanowił symboliczną ojcowską spuściznę? Śmiertelne znamię jest niczym wolnościowa aktywność Mamouna - skazana na porażkę. Palestyńczycy nadal doszukują się niesprawiedliwości ze strony Izraela i Stanów Zjednoczonych. Z filmu wnioskujemy, że Bashir dopatruje się związku Tzipi Livni, działaczki politycznej, z zamachem na ojca. Jednak, ani on, ani reżyser nie wystawiają nikomu oceny, nikogo jednoznacznie nie oskarżają. Snują domysły… Zadziwiające, że śledząc przeszłość Mamouna, 32-latek odkrywa paralelizmy łączące go z rodzicielem. „Ty i ja staliśmy się jednym” –słowa, które słyszy we śnie nie są tylko i wyłącznie nocną marą. Wycofany mężczyzna, niespieszne tempo oraz spokojna narracja spotykają się z jednym z najokropniejszych konfliktów obecnych czasów. Piękne zdjęcia jordańskiej ulicy i architektury kontrastują z przytłaczającą tematyką. Na szczęście, Mahmoud al Massad unika nachalnej propagandy. Podążamy, trochę po omacku za Bashirem, który mimowolnie, staje się stroną w konflikcie politycznym, tak jak setki tysięcy mieszkańców Bliskiego Wschodu.
Co my, festiwalowi widzowie możemy z tym zrobić? Czy w ogóle takie filmy dokumentalne trafiają do nas, aby skłonić nad do podjęcia ruchu…? Oni nie urodzili się po to, by ginąć za swoich ojców, a jednak wciąż płacą cenę za swoje pochodzenie. Bashir Mraish, 32-latek, mieszkaniec Ammanu, rysownik, a poza tym, a raczej przede wszystkim, syn Mamouna Mraisha…